Masz akcje. Sprzedajesz na nie CALL i zgarniasz premię jako dodatkowy dochód. W zamian oddajesz sobie prawo do nieograniczonego zysku — jeśli akcja wystrzeli, Twój zysk kończy się na strike.
Covered Call to pierwsza strategia, w której sam sprzedajesz opcję zamiast ją kupować — i to zmienia całą logikę. Posiadasz 100 akcji (albo ich wielokrotność) i sprzedajesz na nie kontrakt CALL. W zamian od razu dostajesz premię na konto. Zobowiązujesz się jednak, że jeśli akcja na wygaśnięciu będzie powyżej strike, sprzedasz swoje akcje po tej cenie — niezależnie, jak wysoko naprawdę wzrosła.
To strategia „dochodowa”: nie liczysz na duży ruch, tylko na regularną premię, tak jak czynsz z nieruchomości. Działa najlepiej na akcje, które i tak zamierzasz trzymać długoterminowo i które nie rosną gwałtownie z tygodnia na tydzień.
Jest tu ważna asymetria: premia, którą dostajesz, łagodzi spadki (masz trochę więcej poduszki niż goły posiadacz akcji), ale nie chroni przed dużym spadkiem — ryzyko w dół zostaje praktycznie takie samo, jak przy zwykłym trzymaniu akcji.
Gdy masz akcje, które planujesz trzymać, i nie spodziewasz się gwałtownego wzrostu w najbliższym czasie — spokojny, boczny albo lekko wzrostowy rynek. Nie stosuj tego na akcje, w które wierzysz mocno przed konkretnym katalizatorem (np. premierą produktu) — jeśli strzeli, oddasz cały zysk powyżej strike.
Przykład (liczby ilustracyjne, nie rekomendacja): masz 100 akcji XYZ kupionych po 48 zł. Sprzedajesz na nie CALL ze strike 52 zł, wygasający za 45 dni, dostając premię 1,20 zł za akcję (120 zł).
Sprzedawanie CALL zbyt blisko obecnej ceny akcji tylko dla wyższej premii — a potem żal, gdy akcja wystrzeliwuje i trzeba oddać ją po strike, który okazuje się śmiesznie niski. Wyższa premia zawsze oznacza wyższe prawdopodobieństwo, że akcje zostaną Ci odkupione. To kompromis, nie darmowy zysk.