Lustrzane odbicie Long Call: kupujesz prawo do sprzedaży akcji po ustalonej cenie. Zarabiasz, gdy akcja spada. Używasz też do ubezpieczenia akcji, które już masz.
Long Put daje Ci prawo do sprzedaży 100 akcji po ustalonej cenie wykonania (strike), niezależnie od tego, jak nisko akcja realnie spadnie. Płacisz za to premię — z góry, jednorazowo — i to jest cała Twoja ekspozycja na ryzyko. Nie musisz posiadać akcji, żeby kupić PUT — możesz go użyć czysto spekulacyjnie, jako zakład na spadek.
Druga, równie popularna funkcja Long Put to ubezpieczenie: jeśli masz akcje w portfelu i boisz się korekty (np. przed ogłoszeniem wyników albo w niepewnym okresie rynkowym), kupno PUT-a działa jak polisa — niezależnie jak nisko akcja spadnie, masz prawo sprzedać ją po strike. Ta odmiana nazywa się Married Put i ma osobną stronę, bo mechanika wypłaty jest inna, gdy liczysz razem z posiadanymi akcjami.
Podobnie jak przy Long Call, wróg numer jeden to czas: opcja traci wartość z każdym dniem bez ruchu w Twoją stronę (spadku), a maksymalna strata to zawsze tylko zapłacona premia.
Gdy spodziewasz się spadku w konkretnym horyzoncie czasowym — nie „kiedyś”, tylko w oknie, na które kupujesz opcję. Sprawdza się też jako tania, czasowa polisa na już posiadane akcje przed znanym ryzykiem (raport kwartalny, decyzja regulacyjna), zamiast sprzedawać pozycję i płacić podatek od zysków.
Przykład (liczby ilustracyjne, nie rekomendacja): akcja XYZ kosztuje 50 zł. Kupujesz PUT ze strike 45 zł, wygasający za 45 dni, płacąc premię 1,50 zł za akcję (150 zł za kontrakt na 100 akcji).
Traktowanie Long Put jako pewniaka „na krach”, bez policzenia, jak wysoka jest wtedy zmienność implikowana (IV). Gdy rynek się boi, opcje PUT są drogie — płacisz wysoką premię za coś, co inni też widzą. Zysk trzeba wtedy liczyć nie tylko od kierunku, ale i od tego, czy spadek był większy, niż rynek już wycenił.